Żebyście poczuli klimat... bo ostatnio nadraaaaaabiam imprezowanie!
Wtorek - AliveBAR
Piątek - BARBÓRKA u Basi -->DOKI
Piątek - BARBÓRKA u Basi -->DOKI
Sobota - PolskieDrinkin'Party u Gosi i Jarka -->Dock's&Indochina
Imprezowanie w Lizbonie różni się znacznie od imprezowania w Polsce. Tutaj normą jest, że spotyka się wcześniej w domu i organizuje "biforek". Najczęściej przygotowuje się dinnera i dopiero koło 1-2 wychodzi z domu na imprezę do klubów. Najlepszy czas na zabawę to 2-4 w nocy. Koło północy na parkiecie nie ma nikogo. Ludzie zbierają się dopiero po 1.
Lizbona nie jest imprezową stolicą Europy - nie ma tu tysiąca klubów, ale uwiezcie, mozna się wyszaleć! Przeróżne kluby, przerózna muzyka, przerózni ludzie.
Poniżej zdjęcia z ostatnich imprez... oj dzieje się!
WTOREK
Chociaż Marcin i Ola też dawali radę!
Muzyka reaggee na żywo i Polka za barem - Santos
Międzynarodowe towarzystwo
PIATEK
Czyli BARBÓRKA u Basi
Była czapka górnika, były faworki, był kolega z Rudy Śląskiej :)
Nie ma to jak portugalskie winko!
Sabinka i jej goście z Polski
SOBOTA
Jarek w akcji - polska Żubrówka z cytryną i cynamonem. Wybacz Mistrzu za ten sok brzoskwiniony;-)
Gosia i Metka degustują sałatki autorstwa mojego i Oli
po cytrynówce Jarka
A'propos Jarka :-)
Jarek i Mo - współlokator z Chin, który słynie z tego, ze niszczy wszystkie garnki i kilka razy prawie spalił im dom gotujac ryz.
A tu już szalejemy w Dock's i Indochinie
No comment :)
"My dream is to fly over the rainbow so high!"
KOCHAM TO MIEJSCE! :)






















































